czwartek, 3 grudnia 2015

Rozdział 8

Otworzyłam powoli oczy, aby, prawie natychmiast, je zamknąć. Słońce wpadało do pokoju, przez okno. Po chwili wstałam, wzięłam czarny t-shirt i krótkie spodenki, tego samego koloru, oraz kilka innych rzeczy, i poszłam do łazienki. Wzięłam szybką kąpiel, ubrałam się i rozczesałam włosy, po czym wróciłam do pokoju. Po 5 minutach zeszłam do kuchni.
- Cześć - powiedziałam do cioci.
- Hej - odpowiedziała, odwracając głowę w moją stronę i lekko się uśmiechając, po czym  wróciła do wykonywanej wcześniej czynności.

***

Chodziłam po okolicy, ze słuchawkami w uszach. W głowie rozbrzmiewał refren jakiejś, bardzo dobrze mi znanej, smutnej piosenki. Chodziłam po bardzo dobrze znanych mi miejscach. Spotykałam dobrze znanych mi ludzi, do których nie odzywałam się słowem, oni zresztą z wzajemnością. Na widok tych wszystkich miejsc, zaczęły powracać wspomnienia. Ja i moi rodzice... Na myśl o nich, ogarnął mnie smutek i ogromna złość, tylko na co? Na siebie, że ich nie zatrzymałam, na nich, że pojechali i... Na ten przeklęty sen. Proroczy sen i te dziwne obrazy, gdy dotknęłam tych kluczy... Naglę w mojej głowie pojawiła się myśl:
'Czemu ja? Czemu musiałam stracić rodziców? Czemu te sny i wizje mam akurat ja?!'
Naglę poczułam, jak łza spływa mi po policzku. Szybko ją wytarłam i poszłam dalej. Wciąż z tą samą złością i smutkiem, udałam się na siłownię. chciałam się wyładować.

***

Byłam teraz w dużej sali, gdzie znajdowały się bieżnie, ciężarki, sztangi, rowery, worki treningowe, materace i inne tego typu rzeczy. Szybko podeszłam do jednego worka treningowego i zaczęłam w niego uderzać, z całej siły, aż złość ze mnie nie zeszła. Był to bardzo dobry sposób na uspokojenie się. Przez kilka miesięcy wyżywałam się na worku treningowym.

***

- Cześć. Gdzie byłaś? - spytała ciocia, gdy weszłam, wyglądając z kuchni.
- Wszędzie - odpowiedziałam.
- Co ci się stało? - spytała, podchodząc do mnie i ujmując moje dłonie w jej. Patrzyła, to raz na mnie, to raz na moje posiniaczone kostki. Trwało to może dwie sekundy. Gwałtownie wyrwałam swoje ręce z dłoni ciotki, i schowałam je za plecami.
- Nic. Idę do siebie  - powiedziałam i udałam się na górę.
- Jeszcze nie skończyłam - usłyszałam, gdy weszłam na pierwszy stopień.
- Ale ja skończyłam - odpowiedziałam oschle, po czym pokonałam resztę schodów i weszłam do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi, na klucz. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na swoje kostki. Były całe fioletowe, gdzieniegdzie również czerwone. Nie bolały nawet. Właściwie, trochę, ale nie zwracałam na to szczególnej uwagi. Przecież i tak się zagoi, więc czemu się tym przejmować...


____________________________________________________________________
Czytasz, to zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dla ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja, do dalszego pisania.


Hej. Wiem, iż ten rozdział jest nudny, zresztą tak, jak reszta rozdziałów, ale jakoś nie mam weny na nic lepszego. I nie mam motywacji, bo nikt nie komentuje. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni.

1 komentarz: