***
Zobaczyłam zdenerwowaną ciocię i wujka. Ciocia chodziła po korytarzu wte i wewte. Szybko do nich podbiegłam.
- Co się stało? - spytałam lekko wystraszona.
- Twoi rodzice są na bloku operacyjnym - odpowiedział spokojnie wujek. A przynajmniej się starał.
- Co się stało?
- Dostali jakichś drgawek... - przerwała ciocia.
- Ratują im życie - szepnęłam do siebie. - Mieliście dzwonić, jak coś się będzie działo. Sami to powiedzieliście - powiedziałam oburzona. Miałam łzy w oczach.
- Kim, uspokój się. Operują ich. Nie możesz mieć do nas żalu, o to, że nie zadzwoniliśmy do ciebie. To działo się zbyt szybko - powiedział wujek. Poczułam się trochę głupio.
- Ale mogliście chociaż wysłać mi sms'a, jak już byli na tej operacji - mówiłam, uspokajając się.
- Dobrze, nie pomyśleliśmy o tym nawet.
- Trudno - powiedziałam, siadając.
***
Denerwowałam się. Nie mogłam usiedzieć na miejscu. Naglę z sali operacyjnej wyszedł lekarz. Wszyscy skierowaliśmy wzrok na niego.
- Operacja niestety się nie powiodła. Przykro mi - powiedział lekarz. Prawą ręką zakryłam usta, żeby stłumić szloch i krzyk. Łzy popłynęły po mojej twarzy i dłoni. Zaczęłam się cofać, aż trafiłam na ścianę. Nie wiem czemu, ale pobiegłam do toalety i zamknęłam się tam. Miałam ochotę się drzeć, ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Złość i smutek rozsadzały mnie od środka.
- Kim otwórz - usłyszałam głos ciotki. - Kim, proszę cię, otwórz te drzwi.
- Kim - usłyszałam tym razem wujka. Położyłam się na zimnych kafelkach i skuliłam. Łzy wciąż płynęły z moich oczu. Po jakimś czasie, wolno wstałam z podłogi i podeszłam do umywalki, aby umyć twarz. Uspokoiłam się. Poszłam otworzyć drzwi i wyszłam z toalety, kierując się prosto do wyjścia.
- Kim? - usłyszałam przed wyjściem z budynku. Zatrzymałam i odwróciłam się w tamtą stronę. Musisz być twarda. Bądź twarda. Spokojnie. Wszystko się jakoś ułoży. Mówiła moja podświadomość.
- Kim, wszystko w porządku? - spytała ciocia.
- Tak - odpowiedziałam szybko i wyszłam z budynku.
Zamknęłam drzwi i zdjęłam buty, zostawiając je na środku przedpokoju. Z niewiadomego mi powodu, skierowałam się w stronę pokoju rodziców. Otworzyłam drzwi. Był taki, jak wtedy, gdy wyjeżdżali. Słone łzy znów wypływały z moich oczu. Złość i smutek wróciły i znów rozsadzały mnie od środka. Nie wiedziałam, co mam robić. Zamknęłam ich pokój. Oparłam się o ścianę, zakrywając usta lewą dłonią i zsunęłam się na podłogę. Płakałam, gorzko.
- Kim otwórz - usłyszałam głos ciotki. - Kim, proszę cię, otwórz te drzwi.
- Kim - usłyszałam tym razem wujka. Położyłam się na zimnych kafelkach i skuliłam. Łzy wciąż płynęły z moich oczu. Po jakimś czasie, wolno wstałam z podłogi i podeszłam do umywalki, aby umyć twarz. Uspokoiłam się. Poszłam otworzyć drzwi i wyszłam z toalety, kierując się prosto do wyjścia.
- Kim? - usłyszałam przed wyjściem z budynku. Zatrzymałam i odwróciłam się w tamtą stronę. Musisz być twarda. Bądź twarda. Spokojnie. Wszystko się jakoś ułoży. Mówiła moja podświadomość.
- Kim, wszystko w porządku? - spytała ciocia.
- Tak - odpowiedziałam szybko i wyszłam z budynku.
***
Zamknęłam drzwi i zdjęłam buty, zostawiając je na środku przedpokoju. Z niewiadomego mi powodu, skierowałam się w stronę pokoju rodziców. Otworzyłam drzwi. Był taki, jak wtedy, gdy wyjeżdżali. Słone łzy znów wypływały z moich oczu. Złość i smutek wróciły i znów rozsadzały mnie od środka. Nie wiedziałam, co mam robić. Zamknęłam ich pokój. Oparłam się o ścianę, zakrywając usta lewą dłonią i zsunęłam się na podłogę. Płakałam, gorzko.
Super dalej dalej
OdpowiedzUsuń